Partnerzy 4 Pór Roku

Podróż do przeszłości z Barbarą Okólską z Jaworzna

Z wieloma spośród właścicieli aptek współpracujemy od lat! Pamiętamy, jak rozwijały się ich firmy. Dziś chcemy Wam przedstawić Panią Barbarę Okólską, która w sieci Aptek Partnerskich 4 Pory Roku ma od lat dwie apteki w Jaworznie. Jak zaczynała? 

Polonez z wymontowanymi siedzeniami, a do niego dopięta przyczepa. Godziny spędzone w hurtowniach, aby móc zdobyć potrzebny dla pacjentów zapas leków i ziół. Tak – 30 lat temu – wyglądała praca właściciela apteki, który chciał zatowarować swoją placówkę. Po przemianie ustrojowej w Polsce organizacja działalności aptek była sporym wyzwaniem. Dzisiaj młodzi adepci tego zawodu podobne historie mogą znać jedynie z anegdot.

Pani Barbaro, proszę powiedzieć, jak zaczęła Pani pracę w aptece?

Barbara Okólska w swojej aptece w Jaworznie

Barbara Okólska, właścicielka dwóch aptek w sieci Aptek Partnerskich 4 Pory Roku: W tym zawodzie znalazłam się dzięki rodzinie. Z wykształcenia jestem analitykiem medycznym. Kiedyś moja teściowa była kierownikiem ówczesnej państwowej apteki, więc tuż po studiach postanowiłam jej pomóc. Gdy pojawiła się taka możliwość, wspólnie sprywatyzowałyśmy jedną z pierwszych aptek w Jaworznie. Wiązało się to dla nas ze sporym wyzwaniem, ale największym problemem był dostęp do leków.

Skąd apteka brała towar? Dziś dostawy do aptek są dwa razy dziennie. A wtedy?

Kiedyś każdą przysłowiową aspirynę aptekarz musiał przywieźć osobiście. Moja teściowa nie kierowała samochodem, ja natomiast miałam prawo jazdy. Postanowiłyśmy podzielić się rolami: ja odpowiadałam za zaopatrzenie, a ona za prowadzenie apteki. Pomagałam jej jako dostawca oraz w kwestiach organizacyjnych. Ale wtedy po towar jeździło się raz w miesiącu do centrali farmaceutycznej. Niestety nie było możliwości, aby dostać go częściej.

Gdy powstały pierwsze prywatne hurtownie było już trochę lepiej, bo tam towaru było znacznie więcej i był łatwiej dostępny. Pamiętam jak z kolegą czatowaliśmy na dostawców zjeżdżających do hurtowni, by móc zdobyć, przywiezione przez nich leki. Teraz mało kto o tym pamięta.

W moim polonezie miałam wymontowane siedzenia dla pasażerów, by zwiększyć przestrzeń bagażową. Takim pojazdem jeździłam po lekarstwa. Do apteki wracałam z kartonami zapakowanymi po sufit, ciesząc się z tego, że udało mi się coś zdobyć. Nigdy bowiem nie wiedziałam, kiedy następnym razem będzie szansa dostania potrzebnych leków.

Problem z dostępem do leków utrudniał pracę aptekarzom, ale z pewnością był jeszcze bardziej kłopotliwy dla pacjentów.

Zdobycie leków było wtedy naprawdę nie lada wyzwaniem! Dlatego początki prowadzenia prywatnych aptek były bardzo trudne. Ale dostarczały też wielu wzruszeń i satysfakcji.

Dobrze pamiętam historię pewnej mamy, której syn chorował na raka. Zanim trafiła do nas, była w wielu aptekach. W żadnej z nich nie mogła kupić potrzebnego leku. Nam udało się je zdobyć. Była nam tak wdzięczna za pomoc, że zamieściła artykuł z podziękowaniami w lokalnej gazecie. Do dziś przechowuję tę gazetę i uważam, że był to z jej strony bardzo miły gest.

Jak bardzo zmieniła się działalność aptek na przestrzeni trzech dekad?

Nie ma co porównywać! To, jak kiedyś działały apteki, w zderzeniu z tym, jak jest teraz, bardzo dobrze pokazuje pewna historia. Pamiętam, gdy wiele lat temu rozmawialiśmy w gronie farmaceutów o naszych przedsiębiorstwach. Jeden ze znajomych powiedział, że wprowadza do oferty także kosmetyki, że będzie sprzedawał nie tylko lekarstwa, ale też produkty związane z dbaniem o zdrowie i urodę. Inny właściciel apteki, jak to usłyszał, to się szczerze oburzył i powiedział, że on na to się nie zgadza, bo to nie godne apteki!

Tymczasem rynek szybko zweryfikował kierunek zmian. Dzisiaj nie wyobrażamy sobie aptek bez rozbudowanej oferty, jak na przykład dermokosmetyki czy kosmetyki.


Kiedy nie zajmuje się Pani swoimi aptekami, jak Pani wypoczywa, jak się relaksuje po pracy?

Praca daje mi dużo radości, mimo wielu trudności, jakie niesie rynek. Cieszę się, że mogę pracować z zespołem młodych ludzi.

Co od hobby, jeżdżę na rowerze i uprawiam nordic walking. Lubię też jeździć samochodem – chyba zostało mi to z czasów, kiedy pracowałam jako zaopatrzeniowiec – więc organizuję ciągle wycieczki dla rodziny lub dla moich koleżanek. Na przykład 12 maja wyjeżdżamy na święto kwitnącej azalii. Spędzimy je w pięknych ogrodach, w miłym towarzystwie, z dobrą kawą i ciasteczkiem.

Udanego wyjazdu. Dziękujemy za rozmowę.