Halina Woźnica-Kampa: Jestem szczęściarą!

Partnerzy 4 Pór Roku
– Prowadzenie dwóch aptek to kłopoty razy dwa – mówi z uśmiechem Halina Woźnica-Kampa, farmaceutka, właścicielka placówek w Sieci Aptek Partnerskich 4 Pory Roku. Chociaż pracuje w niewielkich miejscowościach, coraz częściej przyjeżdżają do niej pacjenci z odległych zakamarków Śląska. Z czego to wynika?

– Uważam, że dla coraz większego grona pacjentów największe znaczenie ma dostępność leków. Nie cena jest dla nich najważniejsza, ponieważ obecnie najcenniejszą walutą jest… czas. To właśnie jego brak doskwiera nam wszystkim. Także naszym pacjentom. Dlatego – mając pewność, że dany lek znajdą w moich aptekach – wolą od razu przyjechać niż szukać w miejscach, w których wcześniej bezskutecznie o niego prosili – wyjaśnia Halina Woźnica-Kampa, właścicielka dwóch aptek partnerskich 4 Pór Roku.

Jak sobie Pani radzi z tym, by jak najlepiej zaopatrzyć swoje apteki?

Halina Woźnica-Kampa: Przyznam, że nie jest to łatwe i wymaga ode mnie oraz mojego zespołu ogromnego zaangażowania. Bardzo często, kończąc pracę w jednej aptece, jadę od razu do drugiej. Pilnowanie, aby magazyny były odpowiednio zaopatrzone, jest bardzo czasochłonne, ale właśnie tego wymagają ode mnie pacjenci: leki muszą być dostępne.
Moje apteki w większości uzupełniam w hurtowni Medicare-Galenica, z którą współpracuję od lat. Dzięki temu mogę proponować pacjentom dostęp do bardzo bogatego asortymentu leków, suplementów i innych artykułów.

Swoje apteki prowadzi Pani w niewielkich miejscowościach: w Chudowie i w Bujakowie. Dlaczego właśnie tam, a nie na przykład w dużych miastach, gdzie pacjentów jest przecież więcej i łatwiej tam utrzymać aptekę?

Nigdy nie chciałam na stałe żyć i pracować w dużym mieście. Niemal całe moje życie mieszkam w Chudowie i tutaj chcę pracować. Zawsze uważałam, że wszyscy pacjenci – także ci z mniejszych miejscowości – zasługują na profesjonalną pomoc farmaceuty i dobrze zaopatrzoną aptekę. Lubię małe miasteczka. Jedynie podczas studiów na Śląskim Uniwersytecie Medycznym mieszkałam w Sosnowcu, w którym znajduje się Wydział Farmacji. Choć bardzo dobrze wspominam tamten czas, już wtedy wiedziałam, że na pewno będę chciała wrócić w moje rodzinne strony.

Często farmaceuci wspominają okres studiów jako bardzo trudny czas w życiu. Nauka, nauka i jeszcze raz nauka…. A jak Pani ocenia te lata?

Studia to przepiękny okres mojego życia. Wspominam je z dużym sentymentem. Faktycznie, nauki było bardzo dużo, jednak moje wspomnienia wiążą się nie tylko z dniami spędzonymi nad książkami. To przede wszystkim wspaniałe przyjaźnie, młodość i ogromna radość życia. Jestem dumna z tego, że podczas studiów poznałam wspaniałych ludzi, z którymi przyjaźnię się do dzisiaj. Tworzymy wspaniałą paczkę.
Co prawda był taki okres, że mieliśmy ze sobą rzadszy kontakt, jednak teraz regularnie się spotykamy i rozmawiamy nie tylko o pracy. Oczywiście ona bardzo często się przewija, ale dzielimy ze sobą też inne pasje i często mówimy sobie tak: „koniec, teraz nie rozmawiamy o pracy!”. Nasza przyjaźń jest bardzo zażyła. Do tego stopnia, że raz w roku, zawsze na jesień, całymi rodzinami wybieramy się na wspólne wyjazdy.

Dlaczego zdecydowała się Pani na farmację?

Nie byłoby aptek, gdyby nie… felerne trzy punkty, których zabrakło mi do tego, by dostać się na medycynę, bo to właśnie te studia były moim marzeniem. Ostatecznie zdecydowałam, że podejmę naukę w technikum farmaceutycznym, by po roku ponownie zawalczyć o medycynę. Jednak ten rok odmienił moje marzenia i plany związane z karierą zawodową. Zrozumiałam, że to nie medycyna jest moim powołaniem, a właśnie farmacja. Wielki wkład w to miała nasza wychowawczyni, pani profesor Maria Kwasecka. Potrafiła tak zafascynować tym zawodem, że aż piątka dziewczyn – w tym także ja – zdecydowałyśmy się na rozpoczęcie studiów farmaceutycznych.

Czyli nie żałuje Pani zmiany decyzji?

Zdecydowanie nie. Na szczęście dość szybko zrozumiałam, że nie byłabym dobrym lekarzem. Trafiłam też na wspaniałych ludzi, którzy potrafili zafascynować mnie farmacją, pomogli zrozumieć istotę tej pracy.

Do dziś pamiętam słowa pani profesor Kwaseckiej: „Jesteście jedną nogą w kryminale! Niemal każda wasza decyzja podjęta w aptece to zdrowie, a nawet życie pacjenta!” Mnie nie paraliżowały, nie wywoływały strachu, a mobilizowały do działania, do poszerzania wiedzy i umiejętności. Farmacja to wspaniała praca, ale też ogromna odpowiedzialność.

Takie słowa mogą wystraszyć. Świadomość odpowiedzialności może być sporym obciążeniem. Jak sobie z tym radzić?

Farmaceuta ma wpisaną w swój zawód misję i w oczywisty sposób może ją realizować za pierwszym stołem. Ale apteka to przecież biznes. Źródło dochodu farmaceuty i personelu zatrudnionego w aptece. Ta odpowiedzialność to ogromny stres. Są dni gdy wracam do domu zmęczona, czasami wręcz przytłoczona coraz większą ilością obowiązków. Ale mój dom i rodzina, która w nim czeka, to ostoja i wsparcie w takich chwilach. Od samego początku mocno mnie wspierali szczególnie mój mąż. To dzięki jego zaangażowaniu jestem w stanie prowadzić dwie apteki. Mogę liczyć na jego pomoc nie tylko w sprawie nowinek informatycznych. On własnoręcznie wykonał meble do moich aptek. Krótko mówiąc … jestem szczęściarą. Świadomość, że zawsze jest ktoś, kto jest w stanie pomóc w trudnych dla mnie sprawach, jest bezcenna.

Tutaj wkraczamy na kolejny, trudny temat. Praca farmaceuty to często całe dnie poza domem…

Dlatego tym bardziej doceniam moją rodzinę i jestem jej wdzięczna za jej wyrozumiałość. Podziwiam moją starszą córkę, która właśnie skończyła liceum i postanowiła pójść w moje ślady, wybierając farmację. Tak jak ja, będzie studiować na Śląskim Uniwersytecie Medycznym. Mocno trzymam za nią kciuki choć wiem, że sobie poradzi. Zawsze była sumienna i skrupulatna, a są to cechy, które moim zdaniem musi mieć dobry farmaceuta. Podziwiam też drugą z moich córek, która rozpoczyna naukę w liceum. Pomyślnie przeszła rekrutację do liceum im. Adama Mickiewicza w Katowicach, do klasy w której lekcje odbywają się w języku angielskim.

A gdzie w tym wszystkim czas dla Pani?

No właśnie, nie ma go już zbyt wiele. Koło mojego łóżka rośnie coraz większy stos czasopism z zaznaczonymi artykułami, które bardzo chcę przeczytać, a brakuje mi czasu. Ale jestem optymistką i myślę, że prędzej czy później nadrobię braki.
Cenię sobie każdą chwilę spędzoną z rodziną w blasku świec, w moim ogrodzie, w otoczeniu roślin, które kocham sadzić i pielęgnować.

Gratulujemy i dziękujemy za rozmowę!

Przeczytajcie także poprzednie odcinki naszego cyklu:

Sylwia Ścierska:
Mogę polegać na moim zespole
Szybkie przeorganizowanie pracy, zapewnienie bezpieczeństwa pracownikom oraz pacjentom, obsługa niestandardowej liczby osób - ostatnie tygodnie były szczególnie trudne dla aptek.
Izabela Żmuda-Wasiniewska:
Mam świadomość ryzyka
Na początku epidemii wielu pacjentów chciało wykupić leki na zapas, na wszelki wypadek. Mieliśmy do czynienia z paniką. Dla mnie cała ta sytuacja wiązała się z dużym obciążeniem psychicznym.
Anna Jakubowska:
Szuflada w ladzie i dobre uczynki
Zrobiliśmy wszystko, by zabezpieczyć siebie i pacjentów. Mamy zamontowane szyby ochronne z pleksi, a towar wydajemy pacjentom za pomocą zamontowanej w ladzie przesuwanej szuflady.
Ewa Blin-Łopacka:
Dziewczyna z marzeniem o własnej aptece
Wraz ze wspólniczką ma aptekę partnerską 4 Pory Roku w przychodni w urokliwej dzielnicy Jaworzna. Swój biznes farmaceutka ze Śląska prowadzi nieprzerwanie już od 27 lat i mówi o zawodowej misji. Zaczęła od pustych 100 mkw.
Alina Kilian:
Farmaceutka na dwóch kółkach
Codziennie zamienia rowerowy trykot na aptekarski fartuch, i odwrotnie! Społeczniczka, zapalona cyklistka i farmaceutka jednocześnie. Aptekę w ramach sieci 4 Pory Roku prowadzi razem z mamą. Poznajcie Alinę Kilian.
Joanna Przyłucka – Jurga:
Warto dzielić się swoim czasem
Ze szczególną atencją podchodzi do seniorów. Nie tylko w swojej aptece. Regularnie odwiedza podopiecznych Domu Starości w Lesznie. – Troska i rozmowa to dla nich najlepszy podarunek - mówi Joanna Przyłucka – Jurga.