Pan z apteki, czyli tata – farmaceuta

Partnerzy 4 Pór Roku
Bycie tatą to najważniejsza rola w moim życiu – mówi Aleksander Porwit, farmaceuta, który w mysłowickich Kosztowach (woj. śląskie) prowadzi aptekę w sieci 4 Pory Roku.

Długie godziny spędzane „za pierwszym stołem” to tylko część jego życia. W rozmowie przeprowadzonej z okazji Dnia Ojca opowiada, że już od 13 lat po pracy śpieszy się do domu, by jak najwięcej czasu spędzać ze swoimi dziećmi. –  W domu musi być trochę jak w aptece. W obu tych miejscach potrzebny jest dobry i zgrany zespół, byśmy mogli wzajemnie się o siebie zatroszczyć oraz sprostać codziennym obowiązkom i wyzwaniom. To cieszy, że dziś Dzień Ojca staje się świętem równie ważnym jak Dzień Mamy, to dobry pretekst do tego, by jeszcze bardziej skoncentrować się na tym, co najważniejsze w życiu, czyli na rodzinie  – dodaje Aleksander Porwit.

Farmacja jest zawodem zdecydowanie zdominowanym przez kobiety. Jednak w aptekach nie brakuje farmaceutów i techników farmacji, którzy tak jak ich koleżanki z pracy,  po ciężkim dniu w aptece muszę sprostać rodzicielskim obowiązkom.

Aleksander Porwit: Szacuję, że mężczyzn w farmacji jest jakieś 15-20 procent. W aptekach częściej spotkamy panie farmaceutki, jednak ostatnio coraz częściej zauważam, że panowie też wybierają ten zawód. Być może dlatego, że jest nas tak niewielu, zawsze zwrócę uwagę na to, gdy za ladą spotkam farmaceutę.

Prowadzenie własnej apteki to spora odpowiedzialność. Jak udaje się to Panu pogodzić z opieką nad dwójką dzieci?

Tatą jestem od 13 lat. Powiem tak: farmaceutą można być, a tatą się jest. Bycie tatą to najważniejsza rola w moim życiu! Moje dzieci są już większe i jest nieco łatwiej, jednak w tym zwariowanym świecie godzenie życia zawodowego z życiem rodzinnym to wielkie wyzwane.

Oboje z żoną dużo pracujemy i wymaga to od nas dobrej organizacji, by zachować jakąś formę równowagi między pracą a życiem rodzinnym. Porównałbym to nawet do apteki: potrzebny jest zgrany zespół, który się rozumie i wspiera, by wszystko mogło działać jak należy. A i w jednym, i drugim świecie należy być przygotowanym na wszystko, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.

„Spodziewaj się niespodziewanego” – tak bym to ujął. Bo tak jak w aptekach, tak i w życiu często zdarzają się niespodzianki. Na przykład ostatnio w naszym domu pojawiła się kolejna istota, o którą należy dbać. Daliśmy się z żoną przekonać dzieciom, by pod naszym dachem pojawił się pies. I jak zapewne wielu rodziców przed nami, my także przekonaliśmy się, że poranne wyprowadzanie na spacer dojdzie do listy naszych obowiązków. Alaska jest jednak cudownym psiakiem! Sprawia wiele radości i nam, i dzieciom, ale szczeniak w domu to wielki obowiązek.

Farmaceuci często pracują o różnych porach dnia. Apteki muszą być także dostępne dla pacjentów w weekendy. Nie czuje Pan czasami, że najbardziej tracą na tym najbliżsi?

Moje dzieci od zawsze widziały, że czasami taty nie ma w soboty, że musi pracować popołudniami. Myślę, że dzieci rodziców, którzy żyją podobnie, są do tego po prostu przyzwyczajone. Gorzej z rodzicami, bo to my mamy wyrzuty, to my chcemy spędzać jak najwięcej czasu z naszymi dziećmi.

Staram się wynagradzać dzieciom to, że są takie dni, gdy muszę wiele godzin spędzić na zawodowych obowiązkach. Cieszy mnie przy tym to, że święto, jakim jest Dzień Ojca, staje się coraz popularniejsze i w coraz większej liczbie rodzin jest obchodzone. To prawda, że czasem dzieciom to mama lub nauczyciele przypominają, że zbliża się taki dzień. Jednak nie zmienia to mojej radości z każdej otrzymanej laurki, drobnego prezentu i życzeń. Poza tym Dzień Ojca to oczywiście kolejny, bardzo dobry pretekst, by zaplanować rodzinne, fajne popołudnie. Wspólna, rowerowa wyprawa na lody – niby nic nadzwyczajnego, a to przecież takie rzeczy zacieśniają nasze relacje.

Ostatnie tygodnie to trudny czas dla wielu rodzin. Koronawirus wyprowadził dzieci ze szkół do domów, a wielu rodziców także musiało zmienić miejsce pracy. Jak to było w Pana przypadku?

U nas też wszystko stanęło na głowie. Dzieci uczyły się w domu, ja natomiast do domu przynosiłem wiele służbowych obowiązków. Dzieląc się na zespoły w aptece, sporo papierkowej roboty zabierałem ze sobą do domu. W aptece robiłem to, co musiałem zrobić tam, na miejscu. Natomiast w domu czekały mnie kolejne, biurokratyczne zadania. W tym trudnym czasie chciałem, by utrudnienia jak najmniej dotknęły dzieci. Gdy one miały e-lekcje, ja zajmowałem się moją pracą. Staraliśmy się z żoną tak zorganizować, by nasz nowy tryb pracy nie odbywał się kosztem dzieci.

A czego życzyłby Pan pozostałym tatom – farmaceutom?

Przede wszystkim wyrozumiałości ze strony rodziny. Wiem, że tzw. life-work balance jest bardzo trudny do osiągnięcia, jednak właśnie tego życzę wszystkim ojcom. A poza tym: jak najwięcej czasu dla rodziny, zwłaszcza gdy dzieci są małe. Czas naprawdę szybko ucieka i często nawet się nie zdążymy się obejrzeć, jak nasze dzieci chętniej niż z nami będą spędzać czas z  rówieśnikami.

Dziękujemy za rozmowę, życzymy spełnienia życzeń Panu i wszystkim tatom – farmaceutom!

 

Przeczytajcie także poprzednie odcinki naszego cyklu:

Sylwia Ścierska:
Mogę polegać na moim zespole
Szybkie przeorganizowanie pracy, zapewnienie bezpieczeństwa pracownikom oraz pacjentom, obsługa niestandardowej liczby osób - ostatnie tygodnie były szczególnie trudne dla aptek.
Izabela Żmuda-Wasiniewska:
Mam świadomość ryzyka
Na początku epidemii wielu pacjentów chciało wykupić leki na zapas, na wszelki wypadek. Mieliśmy do czynienia z paniką. Dla mnie cała ta sytuacja wiązała się z dużym obciążeniem psychicznym.
Anna Jakubowska:
Szuflada w ladzie i dobre uczynki
Zrobiliśmy wszystko, by zabezpieczyć siebie i pacjentów. Mamy zamontowane szyby ochronne z pleksi, a towar wydajemy pacjentom za pomocą zamontowanej w ladzie przesuwanej szuflady.
Ewa Blin-Łopacka:
Dziewczyna z marzeniem o własnej aptece
Wraz ze wspólniczką ma aptekę partnerską 4 Pory Roku w przychodni w urokliwej dzielnicy Jaworzna. Swój biznes farmaceutka ze Śląska prowadzi nieprzerwanie już od 27 lat i mówi o zawodowej misji. Zaczęła od pustych 100 mkw.
Alina Kilian:
Farmaceutka na dwóch kółkach
Codziennie zamienia rowerowy trykot na aptekarski fartuch, i odwrotnie! Społeczniczka, zapalona cyklistka i farmaceutka jednocześnie. Aptekę w ramach sieci 4 Pory Roku prowadzi razem z mamą. Poznajcie Alinę Kilian.
Joanna Przyłucka – Jurga:
Warto dzielić się swoim czasem
Ze szczególną atencją podchodzi do seniorów. Nie tylko w swojej aptece. Regularnie odwiedza podopiecznych Domu Starości w Lesznie. – Troska i rozmowa to dla nich najlepszy podarunek - mówi Joanna Przyłucka – Jurga.